Wybieg kojec zagroda ogrodzenia dla zwierząt domowych 90x90x38. 119 zł. Nowe. Poznań, Winogrady - 04 lipca 2023. OKAZJA! Wybieg dla zwierząt domowych 12 płyt, dowolna regulacja! 120 zł. Nowe. Warszawa, Bemowo - 03 lipca 2023.
Pamiętaj jednak, że zazwyczaj są to konstrukcje przeznaczone do ogrodu. Jak już wiesz, króliki nie powinny mieszkać na dworze. Nawet latem noce mogą być chłodne. Bardzo łatwo o przeziębienie, pasożyty, a nawet o ataki drapieżników. Dobrze urządzony wybieg dla królika to przestrzeń, która daje zwierzętom mnóstwo radości.
Skorzystaj z największego serwisu ogłoszeniowego w Polsce! kojec, wybieg dla psa - kupuj lub sprzedawaj jeszcze wygodniej w kategorii Akcesoria dla zwierząt!
Chomiki mogą ugryźć, gdy są przestraszone, zestresowane lub zagubione. Czasem chomik ugryzie swojego właściciela i pewnie doprowadzi to do strachu i zdenerwowania z Twojej strony, ale tak wcale nie musi być - jeśli Twój chomik Cię ugryzł, to na pewno miał ku temu jakiś powód. Twój chomik mógł się bać, cierpieć ból lub po
Ogrodzenie ogrodu dla kota powinno zapobiegać dalszym wędrówkom zwierzęcia i oferować mu wszystkie korzyści płynące z pobytu na zewnątrz. Trzeba pamiętać, że mruczki to wciąż dzicy myśliwi, którzy mimo przyzwyczajenia do czterech ścian znacznie lepiej czują się w otoczeniu przyrody.
domek dla kota. Kształt. inny kształt. 290, 90 zł. darmowa dostawa. Produkt: Domek dla kota Petromila odcienie brązowego 57 cm x 45 cm x 43 cm. dostawa w środę. dodaj do koszyka. Firma.
Takie materiały jak folia aluminiowa, siatka ogrodzeniowa czy plastikowe dywaniki mogą być dla nich nieprzyjemne. Ponadto, na rynku dostępne są również maty odstraszające, które mają na powierzchni niewielkie kolce - nie są one szkodliwe dla kota, ale ich dotyk jest dla niego nieprzyjemny, co skutecznie odstrasza zwierzę.
Siatka dla kota ochronna na balkon do ogrodu pies york zwierzę domowe. KOJEC WYBIEG KLATKA zagroda dla królika gryzoni psa kota. 119 zł
Pisklęta szybko rosną i szybko dorastają, ale nie nabywają charakterystycznych dla rasy cech aż do trzeciego pierzenia. Są pewne siebie i dość silne. Unikają kontaktu z człowiekiem i są w stanie się przyzwyczaić do zamknięcia na małym wybiegu, ale zdecydowanie wolą wolny wybieg. Samce ważą około 2,3-2,7 kg, a samice od 1,4 do
Kamera robi zbliżenie na wybieg dla kapibar i nagle znad tych wielkich gryzoni wyłania się… rudy ogon. Okazuje się, że pręgowany rudy kot o imieniu Oyen zadomowił się wśród
Kpz5acR. Rewitalizacji Ogrodu Krasińskich od samego towarzyszyło mnóstwo kontrowersji. Jedną z dyskusyjnych kwestii był regulamin korzystania z parku, a konkretnie możliwość (lub jej brak) wprowadzania psów na teren obiektu. Ostatecznie Rada Miasta zdecydowała o wprowadzeniu zakazu odwiedzania Ogrodu Krasińskich w towarzystwie czworonogów, uzasadniając swoją decyzję tym, że właściciele nie sprzątają po swoich pupilach, a psy niszczą miejską zieleń. Jednocześnie Zarząd Terenów Publicznych obiecał, że z myślą o psach, które wcześniej chodziły do Ogrodu Krasińskich na spacery wybuduje na przedpolu parku wybieg. Wprawdzie nie było jeszcze oficjalnego otwarcia tego obiektu, można jednak powiedzieć, że obietnica została spełniona, wybieg jest już bowiem dostępny. Wczoraj przetestowałam go w towarzystwie T. Plany wybiegu ujawnione przez ZTP wyglądały bardzo obiecująco. Teren miał być duży, oświetlony, dostępny przez całą dobę, zagospodarowany w przemyślany sposób, z ławkami, wiatą, ujęciem wody, dodatkowo podzielony na dwie sekcje - jedną przeznaczoną dla małych, drugą dla dużych psów. Po pewnym czasie przestało się słyszeć o koncepcji podziału wybiegu, mimo to obiekt wciąż wydawał się spełnieniem marzeń każdego psiego przewodnika. Wizualizacja wybiegu dla psów na przedpolu Ogrodu Krasińskich, podebrane stąd. Budowa wybiegu - która kosztowała podobno 110 tys. zł - właściwie została już zakończona, nadeszła więc pora, aby przyjrzeć się, jak wypadło przekształcenie wizualizacji w twardą rzeczywistość. *** Wybieg dla psów przed Ogrodem Krasińskich mieści się przy ulicy Generała W. Andersa, pomiędzy bramą parku, a Muzeum Archeologicznym w Warszawie (ul. Długa 52). Najłatwiej dostać się tam komunikacją miejską, w okolicy zatrzymują się bowiem zarówno autobusy (107, 111, 160, 226, 227, 460, 527, 718, 738, 805), jak i tramwaje (4, 6, 15, 18, 20, 23 26, 31, 35), dodatkowo tuż obok znajduje się stacja Metro Ratusz Arsenał. Zważywszy na to, że wybieg położy jest w zasadzie w samym centrum miasta przypuszczam, że zmotoryzowani mogą mieć problemy z zaparkowaniem samochodu i powinni uważnie wybierać godziny odwiedzin obiektu. Wybieg - w przeciwieństwie do parku - jest czynny 24 godziny na dobę. Właściciele psów mają do dyspozycji ogrodzony teren wielkości 2 500 metrów. Na wybieg można wejść zarówno od strony Ogrodu Krasińskich, jak i od strony ulicy. Warto podkreślić, że oba wejścia są bezpieczne, to znaczy wyposażone w śluzy zaopatrzone w podwójne furtki, które uniemożliwiają przypadkowe wypuszczenie na ulicę psa już znajdującego się na wybiegu. Od zewnątrz przy furtkach znajdują się tablice z regulaminem korzystania z wybiegu, natomiast od wewnątrz umieszczono tzw. psie stacje, czyli kosze na odchody połączone z podajnikami plastikowych woreczków. Trzeba przyznać, że wejścia na teren obiektu zostały zaprojektowane w mądry, przemyślany sposób. Niestety, podobnego namysłu zabrakło przy wybieraniu ogrodzenia. Płotek otaczający teren jest zdecydowanie zbyt niski, aby właściciel psa-uciekiniera mógł czuć, że jego pupil jest na wybiegu rzeczywiście bezpieczny, zwłaszcza, że tuż obok przebiega ruchliwa ulica. Eufemistycznie rzecz ujmując, aby przeskoczyć ogrodzenie zwierzak nie musi być Mistrzem Polski w agility. Śluza od strony ulicy Andersa. Tu dobrze widać, jak niskie jest ogrodzenie wybiegu. Co czeka na czworonogi i ich opiekunów za płotem? Przede wszystkim, dość rozległa przestrzeń - pies może swobodnie pobiegać, czy aportować piłkę - na której umieszczono również kilka urządzeń stacjonarnych. Nim jednak zajmiemy się dostępnymi atrakcjami przyjrzyjmy się nawierzchni, ta bowiem jest chyba największą wadą wybiegu. Podczas prac budowlanych nie zadbano o należyte przygotowanie terenu dla mających wkrótce odwiedzać go psów. Większość obiektu pokrywa niezbyt zadbany trawnik, z kolei w jego centrum (szare pola widoczne na wizualizacji) znajdują się całkiem spore przestrzenie wysypane żwirem. Taka nawierzchnia wprawdzie nie przeszkadza mojemu psu, wiem jednak, że są czworonogi, które nie lubią chodzić po takich małych kamyczkach ze względu na delikatne łapki. Szkoda, że zamiast żwiru nie zdecydowano się na znacznie bezpieczniejszy piasek. Co więcej, fragmenty trawnika i pól żwiru nie zostały od siebie dostatecznie dobrze oddzielone - funkcję tę pełnią stare, popękane krawężniki, najprawdopodobniej będące pamiątką po poprzednim modelu użytkowania terenu, a w efekcie żwir miesza się z trawą dość swobodnie. Zaletą z kolei jest pozostawienie rosnących wcześniej na terenie wybiegu drzew, które rzucają przyjemny cień. Od strony ulicy Andersa posadzono też kilka młodych drzewek. Obiekt przy Ogrodzie Krasińskich to wybieg dla psów z prawdziwego zdarzenia, nie jest zatem przeładowany akcesoriami. W centrum znajduje się wiata - przeznaczona raczej dla ludzi, niż ich czworonożnych podopiecznych - pod którą można schować się w przypadku załamania pogody. Szkoda, że nie umieszczono pod nią jakichś ławek, domyślam się jednak, że w takim przypadku wybieg szybko zostałby opanowany przez amatorów piwa pod chmurką. W związku z tym brak siedzisk pod altaną uważam za podyktowane zdrowym rozsądkiem działanie prewencyjne, mające na celu utrzymanie terenu w czystości. Biorąc pod uwagę, że ZTP ma w planach właśnie umieszczenie ławek na wybiegu mam nadzieję, że znajdą się one raczej pod którymś z większych drzew zamiast pod wiatą. Wtedy wybieg dla psów nie będzie stanowił konkurencji dla pobliskiego skweru i jest szansa, że po weekendach nie będą walały się tam stosy pustych butelek. Centralnie umieszczona wiata. Widok na hopki-kłody oraz tyczki do slalomu, a także wspomniane wcześniej szczątkowe krawężniki. Ten dziwny, kamienny słupek to podobno psi pisuar. Sprzęty przeznaczone dla psów prezentują się może skromnie, ale są naprawdę bardzo fajne i co najważniejsze bezpieczne. Oprócz standardowych tyczek do slalomu na wybiegu umieszczono wielkie pnie drzew oraz nieco mniejsze kłody. Te ostatnie pełnią funkcję przeszkód, przez które pies może skakać. Te pierwsze natomiast tworzą proste konstrukcje, które można wykorzystać na przykład do ćwiczenia równowagi, czy oswajania psa z wchodzeniem w nietypowe miejsca, na drewnie bowiem psie łapy nie będę się za bardzo ślizgać. Czworonogi, które zamiast biegać wolą poleżeć w zacisznym kąciku mogą natomiast wsunąć się pod pniaki, wykorzystując je jako budę. Sprytny husky Z. chowa się przed słońcem. Dał się również namówić na trochę biegania. Ktoś wyjątkowo wymagający mógłby powiedzieć, że na wybiegu powinny znaleźć się jeszcze inne urządzenia - tunele, stacjonaty i pochylnie. Oczywiście, byłoby fantastycznie, gdyby miasto wybudowało dla psów tor agility z prawdziwego zdarzenia, sądzę jednak, że na wybiegu przy Ogrodzie Krasińskich nie ma miejsca na takie luksusy. Umieszczenie na obiekcie wspomnianych sprzętów sprawiłoby, że nie pozostałoby zbyt wiele miejsca do swobodnego biegania, a przecież temu właśnie taki wybieg powinien służyć. Tym, czego naprawdę brakuje jest hydrat lub ujęcie wody i kilka misek, aby w ciepły dzień można było napoić pupila. Liczę na to, że takie udogodnienie wkrótce się pojawi. Chciałabym, żeby wybieg “zrobił karierę” wśród okolicznych psiarzy, chociaż prawdę mówiąc wczorajsza wizyta sprawiła, iż mam pewne wątpliwości, czy rzeczywiście tak się stanie. Aby wszystko dokładnie obejrzeć spędziłam na wybiegu dobrze ponad godzinę - w tym czasie widziałam sporo spacerujących ze swoimi opiekunami psów. Zaskakująco mało osób decydowało się wprowadzić swojego ulubieńca na teren wybiegu, a ci, którzy to robili pozostali na nim tylko krótką chwilę. Część z tych właścicieli z pewnością spieszyła się do domu, niektórzy jednak - ku mojemu zaskoczeniu - kierowali się prosto do Ogrodu Krasińskich. Mam nadzieję, że kiedy Zarząd Terenów Publicznych oficjalnie ogłosi, iż wybieg jest już otwarty, a przed wejściem do parku pojawiają się tabliczki z regulaminem sytuacja ulegnie zmianie i frekwencja na wybiegu zdecydowanie wzrośnie. T. wprawdzie świetnie potrafi zająć się sobą, ale trochę przykro było przyjść na wybieg i przekonać się, że w zasadzie nie ma się z kim bawić. Krótki postój - akurat, żeby zrobić zdjęcie. T. nie potrzeba wiele do szczęścia - wystarczy kawałek trawy, po którym można pobiegać. Żwir jej zdaniem również się nadaje. Bardzo martwi mnie również to, że chociaż wybieg nie został jeszcze oficjalnie udostępniony dla psów i ich opiekunów najwyraźniej już zdążył paść ofiarą wandalizmu. Pod jednym z drzew znalazłam rozbite szkło, co ciekawe w typie tego, z którego produkuje się szyby samochodowe. Z kolei jedna z czytelniczek raportowała, że któregoś dnia przechodząc obok wybiegu widziała rozrzucone na trawie butelki po piwie. Wygląda na to, że nawet jeżeli psiarze będą dbali o ten teren i szanowali go wcale nie będzie on tak czysty, jak można by sobie tego życzyć. Wybieg jeszcze nie został oficjalnie otwarty, a tu taka niemiła niespodzianka. Wybieg dla psów przed Ogrodem Krasińskich z pewnością warto odwiedzić. Wprawdzie stan nawierzchni wskazuje na to, że konstruktorzy w kwestii jej rewitalizacji poszli na łatwiznę, ale i tak jest naprawdę nieźle. Fakt, że w centrum miasta istnieje teren, na którym można bezpiecznie zwolnić psa ze smyczy jest nie do przecenienia. Przy tym wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze lepiej - mają zostać dodane zarówno ławki, jak i ujęcie wody. Pozostaje mieć nadzieję, że Zarząd Terenów Publicznych będzie o obiekt odpowiednio dbać, a jego użytkownicy pójdą w ślady administratora. Wady i zalety: + w miarę duży teren; + bezpieczne wejścia wyposażone w śluzy; + kosze na odchody z podajnikami na woreczki; + wiata; + psie pisuary; + fajne przyrządy z drewnianych bali; + ławki już są (niestety, pod wiatą); - zbyt niskie ogrodzenie; - żwir; - fragmenty starego krawężnika; - brak ujęcia wody dla psów; - brak credit: D.
Pierwszy raz na wybiegu dla psów, który znajduje się przed bramą prowadzącą do Ogrodu Krasińskich byłam z Tytanią 18 września 2014 roku – dokładnie jeden dzień przed oficjalnym otwarciem obiektu. Z jednej strony, bardzo cieszyło mnie jego powstanie, z drugiej jednak budziło we mnie spore wątpliwości. Jak zmienił się ten teren przez ostatni rok? Czy cieszy się powodzeniem wśród mieszkających w okolicy właścicieli psów? Które z moich obaw sprawdziły się, a które okazały się nie mieć pokrycia w rzeczywistości? Wybieg dla psów przed Ogrodem Krasińskich zaczął funkcjonować 20 września 2014 roku. Pierwsze projekty, które udostępnił Zarząd Terenów Publicznych, wyglądały wyjątkowo obiecująco. W zestawieniu z nimi rzeczywistość okazała się może nieco rozczarowująca, niemniej jednak na dzień dzisiejszy jest to największy, a także zrealizowany w najbardziej przemyślany sposób tego typu obiekt w stolicy, co więcej przez miniony rok wybieg zdążył się mocno zmienić. Na lepsze. Krótko po oddaniu terenu w ręce użytkowników na wybiegu brakowało ławek oraz ujęcia wody dla psów – te pierwsze pojawiły się bardzo szybko, natomiast na kranik z wodą przyszło opiekunom psów czekać nieco dłużej. Mimo tych braków prędko okazało się, że dla mieszkańców Muranowa (i nie tylko, są osoby, które specjalnie przyjeżdżają tam z oddalonych dzielnic!) wybieg przed Ogrodem Krasińskich to jedno z ulubionych miejsc codziennych spacerów. W słoneczne, ciepłe dni pojawiają się na nim prawdziwe tłumy. Z powodu wyjątkowej frekwencji, a także w związku z nie najlepszym przygotowaniem terenu pod taką inwestycję, wybieg zamiast oazy zieleni przeznaczonej dla czworonogów zaczął przypominać pustynię, która podczas deszczu zmienia się w morze błota. Taki rozwój wypadków dobitnie pokazał, jak bardzo potrzebne są w Warszawie tego typu obiekty i efekcie doprowadził do rozszerzenia wybiegu na okoliczny trawnik. W kwietniu tego roku do zbudowanego wcześniej wybiegu “przykleił” się drugi, nieco mniejszy. Nowa część ma osobne, bezpieczne wejścia, a od starej oddziela ją ogrodzenie z furtką, co umożliwia krążenie między wybiegami bez konieczności opuszczania terenu. Co ważne, nie ma kawałka wysypanego żwirem, który budził wiele zastrzeżeń – cały wydzielony na powiększenie wybiegu teren obrośnięty jest trawą. Obie części wyposażone są w podobny sposób: w kłody drewna, psie pisuary, psie stacje z woreczkami na odchody zwierząt oraz ławki dla ludzi. Na nowym wybiegu nie ma tyczek do slalomu; brakuje również ujęcia wody. To co jest dla mnie szczególnie ważne, to fakt, że przez ten rok wybieg nie tylko się rozrósł, ale też nie zmienił się w świątynię smrodu i anarchii. Oczywiście, podobnie jak w każdym miejscu publicznym, na wybiegu spotykać można różnych ludzi i różne psy, jednak w moim przypadku pozytywne doświadczenia przeważają nad tymi negatywnymi. Większość osób sprząta po swoich psach, a także stara się kontrolować zachowanie swoich pupili i interweniować w razie potrzeby. O wybiegu nie zapomina też ZTP – dość często widuję na nim osoby opróżniające kosze na śmieci i ładujące do psich stacji nowe pakiety plastikowych woreczków. *** O wybiegu przy Ogrodzie Krasińskich mam dobre zdanie – oczywiście, niektóre elementy można by poprawić, niemniej jednak cieszę się, że takie miejsce powstało i sądzę, że to ważny punkt na psiej mapie Warszawy. Wierzę też, że to przede wszystkim od nas, właścicieli psów, naszego nastawienia i wzajemnego zrozumienia zależy, czy będziemy wspólnie przyjemnie spędzać czas na wybiegu – my oraz nasze ukochane psy. Z racji tego, że wybieg właśnie kończy rok powstanowiłam sprawdzić, czy jestem w tej opinii odosobniona, czy też stołeczni psiarze podzielają moje zdanie. Zobaczcie, co na temat wybiegu mają do powiedzenia Kasia, Justyna i Iwona. Kasia i Nala Pierwsza wizyta na wybiegu dla psów przy Ogrodzie Krasińskich – chociaż zdecydowanie zaliczona do udanych – dała mi sporo do myślenia. Owszem, bardzo ucieszyliśmy się, że zaczynają powstawać w Warszawie miejsca, gdzie możemy przyjść z psem, odpiąć smycz i nie bać się, że w przypływie emocji futrzak wybiegnie na ulicę lub odbiegnie od nas za daleko. To zdecydowany plus, ale po chwili euforii przyszła drobna refleksja – wielkość. Chociaż Nala jest psem bardzo towarzyskim, lgnącym do innych czworonogów, w chwili przekroczenia furtki zrobiła się wręcz… aspołeczna. Nie powinno to dziwić, zwłaszcza, że na powitanie wybiegło nam około 15 psów, a na samym wybiegu było ich ponad 25. Takie zagęszczenie psów, na tak ograniczonym terenie sprawia, że dla nieco bardziej zdystansowanych jednostek przebywanie tam nie będzie komfortowe. Jeśli nawet nie ilośc psów, to czasem ich zachowanie, a zwłaszcza właścicieli, można poddawać wątpliwości. Być może pewne sytuacje, jakie zdarzyło nam się zaobserwować na wybiegu były wynikiem braku doświadczenia – zarówno w kontaktach z psami, jak i zachowania na tego typu obiekcie. Nie chciałabym szykanować kogokolwiek, jednak zachowanie części osób pozostawia wiele do życzenia. Na zamkniętym ogrodzonym terenie, z ławkami i drzewami, podczas uroczych pogawędek z innymi właścicielami zdarza się niektórym zapomnieć, że za za psa i wszystko co robi, odpowiadamy my. Tyle tytułem wstępu o tym, co w wybiegu dla psów uważam za minusy. Chciałabym jednak podkreślić, że absolutnie nie neguję tego miejsca – bardzo lubię tam przychodzić, zwłaszcza, że Nala chętniej bawi się z różnymi psami i po jednej wizycie odsypia 2 dni. Ogromnym plusem od kilku miesięcy jest również to, że wybieg został dwukrotnie powiększony. Bramka na środku pozwala psom na korzystanie z dużo większego terenu, a w razie problemów na szybkie odizolowanie od siebie psów i/lub właścicieli. Dodatkowe śluzy zapewniają dostęp do obiektu z każdej strony, a sposób ich wykonania (podwójne bramki) zmniejsza ryzyko wydostania się psów poza teren ogrodzony. Do tego urozmaicenie w postaci tyczek do slalomu i kłód drewna oraz ławki dla właścicieli i mamy świetne miejsce na urozmaicenie spaceru z psem. Od strony technicznej wybieg jest przemyślany i zdecydowanie mogę polecić go komuś, kto chciałby aby jego pies pobawił się z innymi czworonogami na kontrolowanej przestrzeni. Obiekt to tez świetne miejsce (chociaż zdecydowanie w porach wieczornych albo w tygodniu przed południem), żeby poćwiczyć z psem najróżniejsze rzeczy – od przywołania, przez pracę w rozproszeniach, po zwykłą choć bardzo lubię tam przychodzić, poznałam wiele ciekawych osób (znacznie więcej, może nawet kilkadziesiąt procent więcej, niż tych niekoniecznie miłych) i spotkałam mnóstwo świetnych psów – to nadal mam zastrzeżenie, co do jego wielkości. Zdaję sobie sprawę, że w tym miejscu zarządca terenu ma ograniczone możliwości, jeśli chodzi o powierzchnię wybiegu. Jednak budując obiekty tego typu, przeznaczone dla psów, warto mieć na uwadze pewne aspekty. Ograniczona przestrzeń, która jest atutem wybiegów dla psów, ponieważ daje poczucie bezpieczeństwa, stwarza jednak sytuację, w której w przypadku konfliktu nie ma możliwości ucieczki. Widać to zwłaszcza w weekendy, kiedy zagęszczenie psów rośnie kilkukrotnie. Mimo wszystko mam nadzieje, że podobnych (i większych] obiektów zacznie powstawać coraz więcej w całej Warszawie. A ponieważ wybieg przy Ogrodzie Krasińskich jest pierwszym w mieście, który stale się rozwija przy zachowaniu zasad dobrego wychowania, zdecydowanie go polecamy. Justyna i Ziomek Na wybieg chodzę rzadko: mam husky i raczej wolę psa zmęczyć w zaprzęgu, startujemy w zawodach. Wybieg prawie w centrum Warszawy to jednak dobry pomysł. Osoby posiadające psy, powiedzmy, mniej usłuchane, których nie można puścić nigdzie luzem mają wspaniałe rozwiązanie, aby pobawić się bez przeszkód z pupilem. Wybieg przy Parku Krasińskich jest dość duży, ale niestety ma swoje minusy. Kompletnie nie potrzebnie wysypano kamienie – niektóre psy nie lubią takiej nawierzchni. Zbyt niskie jest ogrodzenie – psy takie jak husky potrafią pokonać je jednym susem, nie męcząc się przy tym. Z kolei fajne rozwiązania to altanka z ławkami, dostęp do wody oraz kosze na śmieci i psie kupy. Kiedyś byłam z czterema husky na tym wybiegu podczas deszczu. Fakt, że ja sucha, ale psy niemiłosiernie upaćkane w błocie, dlatego zastanawiałam się, czy nie lepszym rozwiązaniem byłby wybieg piaszczysty, zamiast resztek trawy na ziemi. Kawałek plaży w centrum Warszawy! Jest jedna rzecz, która osobiście mnie denerwuje: ludzie z psami wchodzą na wybieg bez pytania. Owszem, to miejsce publiczne, każdy może wejść kiedy chce, ale czasem warto pomyśleć, czy psy biegające na wybiegu lubią innych osobników. Ja zawsze pytam się, jakiej płci są czworonogi na wybigu i czy na pewno mogę wejść ze swoim psem. Psy to tylko zwierzaczki, które nie muszą wszystkie kochać się i tolerować, więc aby nie było nieprzyjemności fajnie zadać to pytanie. Czasem trzeba się zastanowić, czy może pies jest z adopcji i dopiero oswaja się z otoczeniem, a jak wiadomo zdarza się, że psy po przejściach zachowują się nieprzewidywalnie. Ostatnimi czasy dobudowano do starszej części nową i powiem szczerze, że ta bardziej przypadła mi do gustu. Zauważyłam jednak, że jest na niej mniej ludzi, co mnie troszkę dziwi. Jest więcej cienia, są śmietniki i ławki, aby sobie przycupnąć. Mam nadzieję, że wybieg nigdy nie będzie przesiadówą dla młodzieży i panów lubiącyh piwko, ale zostanie fajnym miejscem spotkań ludzi kochających psiaki. Iwona i Ever Super, że jest takie miejsce w samym centrum miasta. Doceniam możliwość spuszczenia psa ze smyczy i tego, że może się zająć swoimi sprawami oraz nawiazywaniem psich znajomości. Super, że teren został powiększony. W zasadzie minusy są tylko dwa. Pierwsze to ogrodzenie, które dla Ever jest symboliczne, bo ona bez rozbiegu jest w stanie dać człowiekowi całusa, taka to skoczna bestia, więc gdyby chciała sobie pójść to tak niski płotek nie byłby żadną przeszkodą. Druga sprawa to piach – póki była tam trawa to było super, teraz po zabawach na tym placu pies jest po prostu brudny jak nieboskie stworzenie. *** Rok temu zastanawiałam się, czy wybieg dla psów przy Parku Krasińskich przypadkiem nie będzie świecił pustkami. Obecnie, obserwując żyje tego obiektu, wiem, że nie tylko mu to nie grozi, lecz również, iż kolejne tego typu inwestycje są warszawskim psiarzom potrzebne – zarówno jako, miejsca umożliwiające bezpieczne spacery, jak i strefy integracji psiolubnej społeczności. A Wy? Jesteście zwolennikami, czy przeciwnikami wybiegów? Jak Waszym zdaniem powinien wyglądać wybieg idealny? Zapraszam do dyskusji!
Zwykle nasze koty spędzają w ogrodzie dużo więcej czasu, niż my sami. Warto więc i o nich pomyśleć, planując urządzenie przydomowej przestrzeni. Tym bardziej, że są takie rośliny, które wpływają korzystnie zarówno na nas, jak i naszych kocich pupili. Domowy czy podwórkowy – oto jest pytanie Miłośnicy kotów często tak bardzo są przywiązani do swoich pupili, że z obawy o ich bezpieczeństwo, nie chcą ich wypuszczać do ogrodu. Znajdziemy tutaj jednak rozwiązanie będące kompromisem między ogrodem a mieszkaniem – woliera. Jest to rodzaj przydomowego wybiegu na świeżym powietrzu, tyle że jest on zabezpieczony siatką, która nie pozwoli zgubić się pupilom, ani narazić ich na atak innych osobników. Tego typu wybieg ma różny kształt i rozmiar – zależnie od możliwości i zamysłu właścicieli, a do tego, średnio wprawny majsterkowicz może wykonać go samodzielnie. Ogród bezpieczny dla kota Jeśli jednak zdecydujemy się wypuszczać kota do ogrodu, warto unikać elementów, które mogą mu poważnie zagrozić i zaszkodzić. Jedną z rzeczy, które mogą narazić kota na poważne dolegliwości, jest stosowanie ostrych środków chemicznych i nawozów. Jeśli w ogrodzie zastosowaliśmy ostrą chemię lub np. wyłożyliśmy trutkę na gryzonie – wizytę kota w ogrodzie przełóżmy o kilka dni lub tygodni. Poza tym, nie każdy wie, że pewne rośliny są toksyczne dla kotów. Jeśli więc aranżujemy ogród przyjazny dla kota, unikajmy sadzenia jałowców sabińskich, ostrokrzewów czy też cisów i wawrzynek. Więcej na temat roślin niebezpiecznych dla tych zwierząt przeczytamy w tym artykule. Ogród bezpieczny od kota Na równi z bezpieczeństwem kota, ważne jest bezpieczeństwo domowników oraz przydomowych upraw. Jeśli w ogrodzie posiadamy miejsce do dziecięcych zabaw i piaskownicę, warto odpowiednio ją zagrodzić i zabezpieczyć przed kocimi wizytami i niebezpiecznymi dla dzieci odchodami. Jeśli chodzi o uprawy, pamiętajmy, że koty chętnie ostrzą pazury na korze, co może okazać się zabójcze, zwłaszcza dla małych, młodych krzewów. Dobrze jest więc owinąć ich pnie filcem lub korkiem, co skutecznie odeprze koci atak i nie zaburzy wzrostu rośliny. Jeśli sadzimy poziomki czy truskawki i chcemy uchronić je przed kocimi odchodami, warto posadzić je na agrowłókninie. Jeżeli chcemy ochronić świeżo zasadzone grządki przed kocimi rozbójnikami, należy obłożyć je gałązkami (to dodatkowo zmniejszy ryzyko wyjadania przez ptaki świeżych nasion). W przypadku gdy dodatkowo będą one posiadały kolce, możemy być pewni, że nasze grządki będą bezpieczne. Naturalnym sposobem zniechęcenia kotów do wizyt w danych miejscach jest posadzenie tam np. ruty zwyczajnej lub bodziszka bałkańskiego – rośliny te wydzielają zapach, który skutecznie odstrasza koty. Za to miejsca przeznaczone dla kotów śmiało możemy obsadzić kocimiętką – wydziela ona woń, którą koty wprost uwielbiają. Co koty lubią w ogrodzie? Ogród może być istnym rajem dla kotów – jest tutaj wiele ciekawych zapachów i elementów, za którymi koty przepadają. Oto zbiór tego, co koty najbardziej lubią robić w ogrodzie. - Podgryzanie trawy – ta nie tylko dostarcza im niezbędnych składników odżywczych, ale również wspomaga trawienie oraz posiada właściwości przeczyszczające. Co ciekawe, koty same najlepiej wiedzą, kiedy i ile mają zaaplikować sobie tych zielonych specyfików. - Ocieranie się o niektóre rośliny, szczególnie o tzw. rajgras niemiecki (dactylis glomerata) albo spartynę grzebieniastą (spartina pectinata) czy też o gałązki krzewów iglastych. - Tarzanie się i tropienie różnych zwierząt oraz upajanie się zapachami (np. kocimiętki). - Wylegiwanie się w swoim zacienionym ustronnym schronieniu, najlepiej pod gałęziami czy liśćmi dość wysokich krzewów ziołowych (rozmarynu czy lawendy) albo innych roślin, np. krzaków iglastych lub choinek. - Ostrzenie pazurów o naturalnie twarde podłoże w ogrodzie, np. o konary drzew czy kłody drewna. - Korzystanie z dobrodziejstw różnych leczniczych oraz odstraszających insekty ziół ogrodowych. - Koty lubią pić wodę z ogrodowych zbiorników wodnych (stawów, fontann). Zioła na konkretne kocie dolegliwości W naszym ogrodzie możemy hodować zioła, które świetnie sprawdzą się jako środek pomagający w kocich dolegliwościach. Konkretne gatunki roślin możemy podawać kotu profilaktycznie lub też stosować na określone dolegliwości. Oto mały przewodnik po rodzajach i właściwościach danych ziół ogrodowych. - Właściwości wzmacniające posiada chociażby pietruszka, ogórecznik, wąkrotka zwyczajna albo krwawnik pospolity. Najlepiej, żebyśmy naszego kota przyzwyczaili i podawali mu taki wzmacniający zestaw ziołowy raz w tygodniu. - O należyte kocie trawienie zadbać możemy między innymi dzięki podawaniu pupilowi kopru włoskiego albo mięty. Zwykła mięta pieprzowa ma również działanie kojące dla kociego systemu nerwowego. - Jeżeli mamy kota seniora, szczególnie przydać nam się może złocień maruna, seler naciowy, żywokost, pietruszka czy krwawnik pospolity. Dodawanie tych ziół w niewielkich ilościach do kociego jedzenia pomoże w bardzo częstych (w starszym wieku) schorzeniach artretycznych i wszelkich zapaleniach. - Pasożyty i robaki u kota możemy zwalczać przy pomocy takich ziół, jak krwawnik, tymianek czy oregano. W tym celu, raz w tygodniu warto podawać kotu te drobno posiekane świeże zioła. - Do pielęgnacji skóry i futra kota możemy stosować spryskiwanie naparem sporządzonym z tymianku, nagietka, rumianku czy lawendy. Uroki kocimiętki Szczególnie silną (porównywaną do narkotycznej) reakcję wywołują u kotów zioła, zwane kocimiętką. Znanych jest kilka ich gatunków, ale koty najbardziej reagują na odmianę zwaną nepeta cataria, czyli kocimiętka właściwa. Jak stwierdzili behawioryści zwierzęcy, reaguje na nią około 70% kotów i to głównie w wieku rozrodczym. Kocięta do 3 miesiąca życia i starsze koty są dużo mniej wrażliwe. Natomiast około 30% kotów zachowuje w stosunku do olejków eterycznych kocimiętki całkowitą obojętność. W ziołach kocimiętki zawarty jest koci feromon zwany terpeną, co tłumaczy stymulujące i podniecające działanie tej rośliny oraz ekstatyczne zachowanie kotów. Na ogół koty nie przechodzą obok kocimiętki obojętnie, zwykle tarzają się w niej, gryzą, liżą i mruczą z zadowolenia. Daje to możliwości pewnego sterowania zachowaniem kotów, np. spryskanie tym zapachem zachęca do zabawy, użycia drapaka, polubienia jakichś miejsc czy osób. Na koty działa zarówno świeża roślina, jak i zrobiony z niej susz czy olejki, krople i spraye. Zioła kocimiętki, poza oddziaływaniem na koty, możemy wykorzystywać także przeciwko insektom takim jak komary, muchy, karaluchy i termity.
Często w mojej praktyce ogrodniczej spotykałam się z problemem kotów w ogrodzie. Niestety nie jest to prosty do rozwiązania problem, bo bez wątpienia ten lubiany (bądź też nie) futrzak może przysporzyć sporo problemów posiadaczom ogrodów. Kocie wydzieliny mogą niekorzystnie oddziaływać na trawę i rośliny, powodując brunatnienie, żółknięcie itp. Czasem kot ma w zwyczaju upatrzyć sobie jakieś określone miejsce w ogrodzie np. krzew, fragment rabaty i ocierać się w tym miejscu uporczywie lub oznaczać je (kocur) swoim moczem (znaczenie terenu). Prowadzi to w prostej linii do zniszczeń. Ze względu na niezwykłą mobilność i spryt kotów, skuteczne zapobieganie kocim wizytom stanowi nie lada wyzwanie. Istnieje szereg mniej lub bardziej sprawdzonych, profesjonalnych i skutecznych sposobów na odstraszanie kotów. Zapraszam na mały, subiektywny przegląd: Woda. Stanowi jeden z najskuteczniejszych kotoodstraszaczy. Najprościej gdy mamy w momencie spotkania i intruzem mamy w rękach wąż i kurek w zasięgu 😉 Obfita kąpiel powinna zniechęci zwierzaka do kolejnych wizyt, przynajmniej na jakiś czas. Praktyka pokazuje jednak, ze to niezwykle rzadki zbieg okoliczności. Dlatego wymyślno szereg patentów na bazie wody, które działają „automatycznie” i nie wymagają naszej obecności. Bazują najczęściej na prostej fotokomórce zintegrowanej ze zraszaczem, który podłączony do węża i instalujemy (wbijamy) na ogrodzie. Fotokomórka identyfikuje ruch i zraszacz sika wokoło! Dobre dla nocnych gości! Elektryczny pastuch. Brzmi groźnie, ale groźne takie nie jest. Chodzi o instalowanie specjalnych płotów, nakładek na górę płotu, które wytwarzają niewielki ładunek elektryczny. Zwierze zostaje delikatnie „oparzone” podczas próby sforsowania przeszkody. Metoda często stosowana w Wielkiej Brytanii do walki z plaga królików. Ciekawa oferta tego typu urządzeń: Repelenty chemiczne, syntetyczne, czyli wszelkiego rodzaju spreje, proszki, granulaty. Gama tego typu rozwiązań jest bardzo szeroka. Ze skutecznością i ekologicznością bywa różnie. Dość popularne są, jak twierdzą producenci, repelenty roznoszące zapach moczu drapieżników, których boją się koty. Niestety moje doświadczenia są w tym zakresie negatywne, gdyż poza różnorakim „smrodem” środki te nie miały nic więcej do zaoferowania – oczywiście, te które miałam okazję „testować”, Rośliny. Podobno istnieją rośliny odstraszające koty. Ja niestety z praktyki znam, tylko te przywabiające. Natomiast słyszałam o odstraszających właściwościach Coleus canina (więcej info: Niektórzy wymieniają też lawendę, ja jednak nie zaobserwowałam tego w praktyce. Środki domowego użytku. Może niekoniecznie domowego, ale o zastosowaniu w szeroko pojętym gospodarstwie domowym. I znowu podaję zasłyszane, ale nie testowane sposoby. A więc: kulki na mole, pieprz kajeński, nawozy na bazie mączki z krwi (hmm). Ultradźwięki. Na rynku coraz częściej można zakupić urządzenia emitujące ultradźwięki, mające na celu odstraszanie kotów. Są to jednak dość drogie ‘zabawki” a skuteczność (wg. moich klientów) raczej znikoma. Inne dźwięki i metody akustyczne. Spotkałam się z rozstawianiem, mocowanie, rozwieszaniem różnych, wręcz, instalacji mających na celu wytwarzanie hałaśliwych dźwięków przy pomocy wiatru. Miałam także klientkę, która twierdziła, że w jej przypadku sprawę załatwiły „wietrzne dzwonki”. Pies. To niewątpliwie skuteczna metoda, jednak czasem można wpaść z deszczu pod rynnę! Ja osobiście stawiam na wodę i zraszacze z fotokomórką. Można kupić je już w granicach 25- 30 funtów na Amazon lub eBay. Montaż i użytkowanie banalne, skuteczność – wysoka! a przy tym humanitarne i „przyjazne” dla zwierząt. A tak jako uzupełnienie tematu, znaleziony w sieci przenosny wybieg dla kota „domowego”: